Uff, nawet nie wiem, od czego powinnam zacząć… Czy od opisania, jaka jestem szczęśliwa, że udało się uratować blożka?
Czy od pełni sezonu i fotograficznej szuflady wypełnionej bardziej niż po brzegi? Czy może od przeprosin – za zniknięcie bez ostrzeżenia? Czy od zaproszenia na moją nową stronę – sprawczynię całego zamieszania?!
Może zacznę tak – wymyśliła i zamarzyła mi się nowa strona, całkowicie zmieniona od strony projektu, a na niej odświeżone portfolio – wszystko tak, jak sobie zrobię. Marzenie udało się spełnić – od dwóch tygodni działa nowa strona, podoba mi się zdecydowanie bardziej jak poprzednia. A Wam? Ponieważ to wszystko jest ciągle bardzo świeże – chętnie przyjmę Wasze uwagi, komentarze i wnioski dotyczące nowego projektu (tu albo mailowo).
Jednak poza zmianą wyglądu, była zmiana hosta. I tu zaczęły się schody, których nie przewidziałam. Efekt zamieszania był taki, że stoczyłam długi bój z machiną o przywrócenie starego bloga na nowym serwerze (szczegółów nawet nie chcę pamiętać!).
Udało się, udało, udało! I to w chwili, kiedy byłam już na tyle zrezygnowana, że myślałam o stworzeniu nowego bloga, godząc się na stratę całego poprzedniego, spisanego roku.
W planach mam jeszcze zmianę wyglądu bloga, ale z tym zdecydowanie poczekam do końca sezonu (i postaram się wcześniej ostrzegać, że zabieram się za dłubanie w nieznanym)
.
Jak dobrze znów móc tu pisać!
Ok, to było tytułem przydługiego wstępu – chciałam się ponownie przywitać i podzielić radością. Dziś wyjątkowo – bez zdjęć! Ale od jutra zaczynamy (a do pokazania uzbierało się przez ten czas baaaardzo wiele!).