czasem, szczególnie jesienią, kiedy spadają liście i odlatują bociany – wracają wspomnienia.
a co lepiej opowie całą historię niż zdjęcie?
+48 602 114 569
info@kajawolnicka.com
To miał być weekend odpoczynku, totalnego lenistwa i oderwania od pracy. Miejsce przepiękne – ciche i spokojne pojezierze brodnickie. Mój najulubieńszy d700 i kilka szkiełek w serwisie – czyszczenie i przygotowanie do sezonu (który właściwie już trwa na dobre), zatem pretekst do weekendowej ucieczki od wszystkiego jak najbardziej się znalazł.
Co ja poradzę, że okazało się, że od fotografii najlepiej odpoczywam… fotografując. Pod ręką był tylko telefon. Więc – tak, tak – dziś trochę klatek zrobionych iphonem
ps. d700 wrócił już do domu – odświeżony, zwarty i gotowy do pracy!
Trochę na przekór temu, co za oknem. Trochę, aby pokazać moje miejsca całkiem magiczne tym, którzy chcą zobaczyć. Trochę, aby powspominać. Aby stałych bywalców zabrać w kawałek mojej podróży. Mojej bajki.
Wszystkie zdjęcia zrobiłam w grudniu 2010, w moim pięknym mieście. Gdzie kiedyś mieszkałam, później długo nie miałam odwagi wrócić (z obawy przed lawiną wspomnień), a gdzie spędziłam piękne kilka tygodni wakacji, krótką chwilę temu.
Dahab.
Te zdjęcia to zapis moich szczęśliwych chwil. Żadne z nich nie jest tu przypadkowo. Nie są reportażem, nie mają prezentować miasta. Mówią o mnie, o moim czasie i moim postrzeganiu tej ukrytej w górach wioski. Z każdym z nich wiąże się jakaś opowieść, kawałek, choćby krótkiej, historii. Może kiedyś będziemy mieć szansę o którymś z nich porozmawiać?
Wróciłam naładowana energią, z głową pełną planów i pomysłów na 2011 rok. Ojj, będzie się działo!
Ale dawno mnie tu nie było. Aż wstyd!
Na usprawiedliwienie powiem, że po długim i wypełnionym zdjęciami sezonie, wybrałam się odwiedzić moje miejsca magiczne. Chwilę mnie nie było, przeżyłam znów wspaniałe momenty i mogłam zatęsknić. Podróże – te bliskie i te dalekie, te w przestrzeni i te w głąb siebie – pozwalają mi się rozwijać, zmienić perspektywę. Dostarczają inspiracji i regenerują.
Wracam z uśmiechem i… zdjęciami.

Wspaniały weekend w Berlinie – bardzo intensywny, wypełniony miejscami, wrażeniami i smakami do granic możliwości. Przede wszystkim jednak – upalny! Udało mi się odwiedzić wszystkie moje miejsca magiczne, kiedyś z jakichś powodów dla mnie ważne… Zanurzyć się we wspomnieniach, ale nie tak, żeby porwała mnie fala melancholii. Czasy się zmieniają, minęło kilka lat. I co? I “mój Berlin” stał się po prostu “Berlinem” – fajnym miastem na weekend. Było cudownie, choć zmęczenia w nocy z niedzieli na poniedziałek nie opiszą chyba żadne słowa.
A fotograficznie – “berlińskie kwiaty”. Migawka z podróży.